by Anka Pe

piątek, 15 lipca 2011

czasami bywa też tak ze członki opadają... brakuje słów lub te które namolnie cisną się na usta są dalece nieodpowiednie do zastanej sytuacji, tak też się stało wczoraj za sprwa mojego syna.

Dzieci maja to do siebie że atakują w najmniej odpowiednim czasie nie przyjmując sprzeciwu do wiadomośći bezwzględnie i bezwarunkowo dopinając celu. Im młodsze tym trudniej zarówno odmówić ze względu na narastający pulsujący ból głowy własny ( spojrzenie kota ze Shreka mam jeszcze przed sobą) w chwili obecnej siłą argumentów mojego Brzdaca są wysokie, ciągłe tony, które jak chińskie tortury drążą w skale niczym palec w maśle. Roztapiamy się.
 Zazwyczaj zaczyna się niewinnie, z zaskoczenia kiedy wydawało by sie iż domowej sielanki nie zakłóci już nic... Panuje cisza budzą się demony. A konkretnie jeden.
Oto nasze szkrabiątko zafundowało nam nocną wycieczkę, (po krótce z mojej winy co mrzonek jasno i dosadnie wycedził przez uzębienie w krzywym grymasie uśmiechu) wstając o 23-33 i ze śpiewem na ustach dziecię zakomunikujowałonam  iż -Ce jeś!!!!!!! powtarzając niczym mantrę której dźwięk z każdą sekundą mocniej obijając się w mojej głowie  stale i rytmicznie żłobił korytarze. A mleka brak. Dziecię żada, odrzucając i  zamienniki z prędkością światła   (  poza wódą, trawą, proponowaliśmy chyba wszystkiego)  i kiedy pokój zaczynał nabierać niebezpiecznie szybko wody pod naporem której meble wypłynęłły z niego w siną dal a fale pod wpływem rytmicznego łkania odbijały tynk ze scian, by groźba utonięcia została zarzegnana postanowiliśmy skorzystać z ostatniej deski ratunku, ( koło ratunkowe i telefon do przyjaciela został już wcześniej wykorzystany, pół na pół nie chodziło w grę) jednogłośnie podjęliśmy jedyne możlwe rozwiązanie.  Nalałam do butelki odpowiednią ilość wrzatku  by przy wtórach inwektywnych epitetów  szeptanych czule pod nosem przez Mrzonka wobec mojej skromniej osoby, pod magiczą osłoną księżyca torującą nam trasę niczym latrnia, podążyliśmy do oddalonego 20 min od domu  Tesco - jedyny market 24H. Starając się zrobić dobrą minę do złej gry postanowiłam się nie odzywać, czego nie mogę powiedzieć o reszcie.
Po 30 min, głośnym ohhhh dziecię dało wyraz zadowolenia z kolejnego osiągniecia celu własnego w swojej życiowej grze, wrzucając kolejny kamyczek do ogródka, wynik milion do zera, dziwnych spojrzeniach personelu w już dniu następnym podąrzaliśmy przez pusty pasarz z dzieckiem dzierżącym w dłoniach pełną butle mleka, wchłaniającego płyn tak zapalczywie iż  dźwięk  przełykanego pokarmu  odbijał się echem od regałów na tyle głośno że wzbudzał zainteresowanie. Nabyliśmy przy okazji artykuły pierwszej potrzeby i podażyliśmy powoli  w kierunku wiszącego nad nami talerza miesiąca, uśmiechnięci każde na swój sposób- młody spał a na okrągłej facjacie malował się  mu słodki szelmowski grymas zadowlenia, moja radość wynikała z faktu iż jak zwykle zwinnie czmychnęłłam niezauważona pomiędzy reagłami by zwiedzając dział-tekstylia przygarnąć pseudo jeansową kiecunię,  tak w ramach śniadania,  dokładając ją do swojej kolekcji artykułów pierwszej potrzeby, a mrzonej wykrzywiał usta ciesząc się w duchu że kupiłam tylk jedną szmatę w dodatku jej nie przymierzając i nie musiał mi mówić jak pięknie wyglaam ;-p tkiwąc przy przymierzalni ze stertą wieszaków

Mleka nie bedę prezentować a spódniczka wygląda tak



Kurtka założona rano bo było dosyć chłodo, dzień sie nie zapowiadał upalnie :) 

Po raz kolejny moja przewodnia maxyma się sprawdza

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło 


0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny :)

by Anka Pe

Blog Archive