by Anka Pe

piątek, 22 lipca 2011

Im bardziej Ja obiecuję sobie oraz wszem i obec  że NIC już nie kupię tym więcej listonosz ma roboty. W sumie NIC się nie da, na zdrowy rozum, oczywiście, kupić więc codziennie niemal stos paczek taszczę do domu, Przebiegle zmieniłam adres  i przesyłki przychodzą do pracy, ze względu na Mrzonka, wiecie czego oczy .... itd, współpracownicy są bardziej tolerancyjni :-) kiedy wkraczam do pracy  z torbą fatałaszków do wysłania jak i gdy z znią wychodzę wypełnioną nowymi pakunkami. Są racjonalni raczej powiedziałabym radykalnie bronią się przed wydawaniem pieniędzy przez jedno kliknięcie - KUP TERAZ. Muszą namacalnie zbadać kupowaną rzecz. W sumie tak jak ja tylko że mnie werbalny dotyk opóźnia się w czasie, za sprawą kilku czynników: mojej płatności, dotarcia do poczty przez sprzedającego, a to bywa niejednokrotnie karkołomnym doświadczeniem, pokonywanie przeciwności losu niektórym zajmuje spoooooro czasu - czasem P.P. sprawuje sie wręcz porównywalnie z expresem transatlantyckim i przesyłki docierają z kosmiczną prędkością. Sama radość.  W drodze do domu wypakowane łupy do torebki utylizuję koperty, skłądając je w miniaturowe kosteczki wypełniające dno tasi. W zaciszu  domowych pieleszy gorączkowo wyczekuję na moment możliwości ataku na łupy,  przymierzam ukradkiem, przyłapana twierdzę twardo że ciuch mam już tyyyyyyyyyyyle czasu ze ho ho. ...ogólnie mniejszy problem był kiedy kupowałam kolejny exponat kolekcji w ukochanej czerni, dla Mrzonka każdy był taki sam :-)  Niestety te czasy się skończyły. Wd trendów czarną barwę odkładamy na dno szafy. Więc wyskakując w kolorowych spodniach już nie jest to takie proste, daltonistą nie jest, chociaż paleta barw dla niego ogranicza się do barw podstawowych + biel i czerń, ale  od czasu powiększenia rodziny doszedł kolejny kolor - potocznie znany jako sraczkowaty.
    Tej kiecy porzemycić się nie udało... rano  jak nigdy wyplątało się moje Kochanie z objęć Mofeusza zanim zdążyłam misternie zmyć się po angielsku by podążyć w kierunku kieratu - Mrzonek ma urlop - Spojrzał tylko wydał z siebie wymowne westchnięcie a grzmot
trzaskających piorunów wyłaniających się z lazurowych oczodołów mówiło wszytko- Kobito po co ci.....
swoje foty zwnou powierzyłam przyjacielowi samowyzwalaczowi.. Nawet długo ćwiczone spojrzenie " kota ze shreka" nie pomogło.
im bardziej ...

wyszłam z domu ze stosem paczek na pocztę zawierających tzw, niewypały rozmiarowe, wrócę   pewnie z kolejnymi zawiniątkami ;-) bilans wychodzi na ZEEEEEEERO, naszczęście

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny :)

by Anka Pe

Blog Archive