by Anka Pe

czwartek, 26 stycznia 2012

w dniu dzisiejszym, wypad na badania, kolejka, okienko, uśmiech, karteczka, materiał i lżejsza  o kilka mg życiodajnego płynu wędruję do poczekalni w celu wytężonego treningu szarych komórek, wymuszając podzielność uwagi pomiędzy konsumpcję intelktualną w postaci ataku milionów czarnych znaczków wydrukowanych na śnieżnym papierze książki, i jednoczesnym wychwyceniem swojego nazwiska wywołanego przez adresata mojej wizyty - obleganą Paną dr K. W przychodni której dane mi jest być petentem czas audiencji stanowi magiczną wielką niewiadomą i jakkolwiek by się człowiek nie starał zawsze czeka ustawowe dziesiątki długich minut. Bagaż podręczy jest więc niemal niezbędny, choć początkowo obserwacja współuczetników stanowi ciekawe doznanie, to dłuższe obcowanie w towarzytwie skutkuje wykiełkowaniem  destrukcyjnej wizji śmiertelnej choroby, której przyczyną może być zarówno ból głowy począwszy a na  kolorze spojówki kończąc. Słuchając, mimo wolnie, barwnych opowieści przypadków otaczającego mnie towarzytwa, doświadczonego wszelakimi odmianami chorób czy ubytków zdrowotnych, ogarnia człowieka zdziwienie jakiej nadludzkiej siły musieli oni użyć by znaleźć sie na ławce w tejże przychodni o własnych siłach!!!!!! Można domnimywać iż stanowią niewielki odsetek społeczeństwa które cudem żyje. Pocieszającym staje się fakt iż podążają w kierunku tych samych drzwi co i ja, co daje nadzieję i jednoczesne potwierdzenie trafności wyboru... ufff... Wolę jednak zatopić się w powieści opartej na faktach, autentycznych! konsumuję obecnie Balladę o chaosiku pełną pozytywnej energii książkową wersję
popularnego bloga którego uwielbiam konsumować w wolnych chwilach, ceniąc autora za język i niebanalne poczucie humoru, zazdroszcząc jednocześnie umiejętności ubierania w słowa tak niezwykle barwnie swojej codzienności. Uśmiecham się z trudem głusząc salwy śmiechu w chustę, zarówno te wynikłe  z prób wyłączenia sie z otoczenia  jak i te wyczytane, obie trafiające w mój umysł regularnie od 30 min... próbuję skupić się tylko na czytaniu pomijając cuda medyczne dotykające otoczenie... po ponad godznie Wchodzę dogabinetu,uśmiecham się podaję kartę ciąży, wdech wydech, stępelek parafka, i do domu  całe 5 min..... 
reasumując: 


Pobranie krwi ok 1 min
Siusanie ok 1 min
Bilans ok 5 min
Dojazd x 2 7 min

                 Całkowity czas trwania wycieczki 2 h...... Oddychanie swieżym powietrzem bezcenne, dobrze że jadąc autem  tegoroczną zminą można biegać w styczniu w marynarce:)











0 komentarze:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedziny :)

by Anka Pe

Blog Archive