by Anka Pe

środa, 11 kwietnia 2012

Tak, tym mianem zostały określone tegoroczne święta choć i wielkanocnymi również można je określić..... Zgodnie z życzeniami były obfite, suto zastawione, bardzo mokre i okazale wesołe.... na swój sposób wprawdzie ale zawsze..... Zgodnie z powiedzonkiem co się odwlecze to nie uciecze porządki przedświąteczne nabrały napędu niczym motorówka wraz z nadejściem WielkiejNocy z soboty na niedzielę....Rota wirus niczym przyczajony tygrys ukryty smok zaakatkował znienacka po raz wtóry moją skromną osobę na tyle obficie bym mogła zaprzyjaźnić się z szumem morza bardzo ściśle.... a rozbijająca się fala uderzeniowa głośno i wyraźnie dawała znaki rychłego nadejścia..... Nierówna walka trwała od X Faktora aż do zakończenia  arkanów magii po której nastąpiła ...  kulminacja dając czas na sen...z radosnego błogostanu obudził mnie syn który od 6 rano, niczym dzwon  na Resurekcję  zagrzmiał srogo i rozpoczął dekorację siebie, mnie, pościeli, podłogi w drodze do WC... zabawa rozpoczęła się na nowo.... 4 pościele, 3 koce, sto koszulek i milon par majtek, litrze Coli później ustąpiło, by powrócić wieczorem, Smigus Dyngus przywitał powtórką, tym razem smyk kategorycznie odmawiał picia czegokolwiek o jedzeniu nie wspomnę. Nie działały prośby groźby błagania i płacze, uparty Baranek był nieugięty... Podanie Smecty czy elektrolitów graniczyło z cudem, do łask wróciły zachomikowane pampki w razie nadchodzącej awarii.... kolejna noc okazała się za krótka na sen... wtorek, z biegunką i bezsilnością dał już o sobie znaki mojego wyczerpania po dwóch dniach biagania z sypialni do wc i do pralni... tym bardzziej iż położył w nocy Sławomira, kompletnie .... co nie miało odzwierciedlenia w ruchliwości ani jednego ani drugiego Pana, tzn młodego rozpierała energia a starszy leżakował spokojnie nikomu nie wadząc wzywając mnie do likwidacji wycieków, w końcu hydraulika to moja dziedzina.......dziś względny spokój dwa prania tylko za mną i mam nadzieję że przespana noc przedemną.... Będąc urodzoną optymistką, czasem tylko wpadającą w panikę - z cesarką już sobie poradziłam, wytłumaczyłam wewnętrznemu Ja co dlaczego i po co-  pomyślałam  iż nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło bo mam przecież po świętach wyprane i wymieonione zasłony i firanki wyprane wszystkie pościele koce pledy prześcieradła, wyszorowane podłogi krzesła, wyczyszczoną kanapę i dywan jeszcze tylko okna zostały do wymycia i będzie komplecik....... dodatkowo nie nabiłam dodatkowych kg siedząc i jedząc więc jest dobrze. Mniemam iż do końca tygodnia hardcorowe triduum będzie miało swój kres... i nasza trójeczka wesoło będzie wspominać ostatnie trzytygodniowe zmagania łożkowaniem... i bądź co bądź niecodzienne święta,  których notabene Wesołego Alleluje nie miałam okazji Wam Kochani życzyć ......
Mam nadzieję iż jaja były smaczne a dyngus mokry, brzuchy się już wchłoneły i dopinacie sie w ulubionych spodniach Pozdrawiam Cieplutko ...............i pędzę do moich mężczyzn.....

4 komentarze:

  1. Oj to nieźle ;)u mnie oprócz niespodziewanej wizyty u weterynarza z kotem i psiakiem święta były standardowe czyli siedzenie i jedzenie :)chociaż w tym roku bardziej uważałam i 100 razy się zastanowiłam zanim wchłonęłam następny kawałek mazurka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. oj biedactwo, a właściwie biedactwa.
    Dobrze, że już zmierzacie ku lepszemu. Dużo zdrowia dla Was.

    OdpowiedzUsuń
  3. trzymaj sie! jakos swieta sie przezylo, choc ciezko mi sie bronic przed obzarstwem! teraz trzeba wciagac brzuchacza, bo przybylo co nieco :)

    OdpowiedzUsuń
  4. chyba najbardziej upierdliwa choroba to rota :):)
    dobrze, że już lepiej u Was:)
    pozdrawiam ciepło:)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny :)

by Anka Pe

Blog Archive