by Anka Pe

piątek, 8 lutego 2013

To jedno z moich haseł przewodnich, dziś o nim zapomniałam, i rano wstając o świcie wyspana, w ciepłym domku, rozpromieniłam się na dzień dobry, udało mi sie spokojnie opatrzyć trzódkę, picie jedzenie polko, Ubrałam się , umalowałam, a nawet zaparzyłam kawę. Dzieciaki wstały bez płaczu i spazmów, bez sprzeciwu, a karkołomne codzienne ubieranie stało się pestką, spokojnie oglądały bajki. Słonko wesoło puściło do mnie oko :) pomyślałam 7:45 a my gotowi, ja piję kawkę... To będzie dobry dzień !!! Uśmiechając się do siebie pomyślałam w duchu.....

I wtedy się zaczęło!! Auto postanowiło nas nie wpuścić, drzwi przymarzły, wszystkie!!! z Julką na rękach przy wtórach młodocianego, spuszczonego z łańcucha wzroku zabrał się za śnieg!! Zainteresowana nim Dżulia robiła wszystko by widzieć brata. Wiercąc się niemiłosiernie, dawała wyraz swojej dezaprobaty obecnego położenia,  a kompletnie nie współpracujące ze mną drzwi, nadal odmawiały posłuszeństwa! W końcu wpakowałam potomstwo i siebie tylnymi, które puściły.... odetchnęłam, wciągnęłam powietrze, spojrzałam na czas, stwierdzając ze jest ok! Odpaliłam. W tym momencie Córce podróż sie znudziła!!!!! Dała więc upust niezadowoleniu i przy jej wtórach pokonałam odległość z domu do babci, oddałam w ciepłe ręce... i kiedy miałam już odjeżdżać auto zgasło!!!!!!!!! ZNOWU, ZNOWU BRAKŁO MI PALIWA!!!!!!!
z racji iż stanęłam na tyle niefortunnie, iż nie mogłam wyjechać rodziców autem by odprowadzić potomka do szkoły, ma wagary.....

Ja pognałam w kierunku słońca czyli na PKP..... Jak Wam napiszę że nie zdążyłam to Was pewnie nie zdziwi.....Prawie biegnąc, strając się nie wzbudzać zaintersowania okolicy, zwolniłam dopiero tuż tuż przed peronem patrząc spokojnie na odjeżdżający pociąg.... Siedzę w domu! Mam wolne! I staram się sobie włączyć drugie motto życiowe, iż nie ma tego złego.... Gdybym nie miała tylu obowiązków na dziś, pewnie czułabym się lepiej...

Nawet zła nie jestem, przyzwyczaiłam się. Dziwić się nie dziwie, bo moje życie skada sie głownie z szczęścia w nieszczęściu...
Np ostatnio przytasczyłam resztką sił do domu z 20 kg proszku do prania, bo w promocji 10kg za pół ceny,  biorę do kolorów i do białego, a co! Zadowolona z siebie Pani domu,  po czym przypominam sobie że dziś jestem wyjątkowo w wersji wycieczkowej - czyli pociągiem..... 10 min do dworca i 15 do domu... zziajana jak byk na korridzie doczołguję się, w sumie puchnąc - z dumy,  że mam spokój na długo....padam na kanapę chwila odpoczynku, świat staje sie kolorowy, szumi morze..... Po godzinie i wypiciu litra wody, dochodząc do siebie na tyle, że mroczki w oczkch coraz mniej skaczą a szum morza w uszach nieco ucichł, podnoszę się, pakuję tonę prania do Zośki - i okazuje sie że ta się pochorowała!!!!!!!!!!!!!!!!! Mam za to niesamowicie czyste rączki i mięciutkie paznokcie.... Ot taki mój standard życiowy.. stale w czarnej dupie egzystencji!!!!


Ps, Codziennie jak wstwałam taka na wpół przytomna, obiecywałam sobie że dziś pójdę spać o  "Bożej porze" że się dżemnę, że mam ochotę SAMA polenić się!!!! No to niebiosa mnie wysłuchały...dzidziory u babci jeszcze na troszkę....

2 komentarze:

Dziękuję za odwiedziny :)

by Anka Pe

Blog Archive