by Anka Pe

sobota, 30 listopada 2013

Grzeszę sobie, a moim podstawowym zaniedbaniem jest lenistwo!
Bo jako uzdolniona, w minimalnym stopniu istota, znająca tajniki ( podstawowe) szycia, szydełkowania, drutowania, haftowania, wyszywania, której nie obcy jest decoupage, papierowa wiklina, i generalnie nimal każda technika ozdabiania i tworzenia, poza malowaniem z natury ( tego ni chu chu) nie jest dla mnie zbyt trudna. Uwilebiam zapach farb, lakierów, klejów, rozpuszczalników itd. a nie robię nic by się dalej rozwijać!

Gromadzę jedynie, ku uciesze śliniącego się na nowe "farbki" pędzelki, karteczki czy inne ingrediencje, potomstwa kolejne "pomoce" artystyczne, a brakuje mi czasu na ich wykorzystanie! 

W ubiegłym tygodniu, po kilku głębszych- przemyśleniach oczywiście- oparłam się, wprawdzie resztką sił, zakupom w Lidlu  min wypalarce do drewna czy urządzenia do grawerowania!
Zgromadziłam już sporą kolekcję kartoników, pudełeczek i innych puzderek z założeniem ich zdecoupageowania, ciekawych butelek czy słoików, doniczek, albo gazet. Każda wizyta w markecie budowlanym obfituje zakupem nowel farby, a odwiedzenie sklepu plastycznego następną tempurą, szablonikiem czy innym niezbędnikiem.... Wiem. Słów mi brak, a najbardziej czasu na realizację choć kszty z planów utaknych w głowie. Moje dzieci bowiem posiadają szósty, ba śmiem pokusić się o stwierdzenie iż siódmy nawet zmysł czytając w mych myślach czytelniej niż ja sama i nie dając mi zniknąć nawet na chwilę w czeluściach mojego królestwa, po nanosekundach zjawiają się   przy mnie z welkim jak Kilimandżaro pytaniem w oczach: Co dziś będziemy malować????? znikają nożyczki, pędzielki, farbki, swrwetki a ostatnio Wtóre dobrało się, własnym uzębieniem do wikolu! Jeśli jakimś cudem nie zauważą mojej nieobecności w ich świeci i nie zdążą za mną przybiec to natychmiast coś zbroją i cały zapał do tworzenia mogę schować w książki....
Grzeszę więc, grzeszę, a jak leżąc w łóżku by przed snem, wysłuchać setnego pytania i tysięcznej skargi, obiecując sobie, że jak tylko padną wracam do dłubania. 
Potem wstaję, jest 6 rano i zaczynam nowy dzień....

Tempo też mam wręcz świetlne, wczoraj zrobiona fotka witająca jesień a tu mamy już meteorologiczną zimę od jutra.


Buziaki :)

2 komentarze:

  1. hmm ciekawy artykulik, bo sama prawda w nim jest :) a co do zdjęcia i tej zimy, to nie przejmuj się. Prawdziwa zima to dopiero od 21 grudnia się zaczyna :) więc zdjęcia aktualne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak...
    Zapał jest, chęć jest a czasu brak. Czasami jak obiecuje sobie, że coś zrobię to po 10ciu np dniach uświadamiam sobie k***wa miałam to zrobić już dawno! I co? Nadal nic :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny :)

by Anka Pe

Blog Archive